Spis treści

 

Relacja z Pielgrzymki Kapłanów śladami Fatimskich Pastuszków i miejsc związanych z Orędziem Fatimskim:

Fatima, Lizbona, Coimbra, Tui, Pontevedra, Balasar, Ourem. Santarem.

Pielgrzymka pod patronatem "Naszego Dziennika" miała miejsce w w dniach 13-21. 11. 2017 r. 

 

 

 

Fatimska droga kapłanów

Nasz Dziennik, 14 listopada 2017 r.

Rozmowa z ks. Krzysztofem Czaplą SAC, dyrektorem Sekretariatu Fatimskiego w Zakopanem

 

Do Fatimy 13 listopada wyrusza dziewięciodniowa pielgrzymka polskich kapłanów. Na czym polega jej bezprecedensowy charakter?

– Żeby ukazać wyjątkowy charakter tej pielgrzymki, wystarczy przywołać miejsca, które nawiedzimy. Zwykle kiedy pielgrzymuje się do Portugalii, gdy nawiedza się Fatimę, ogranicza się do samego sanktuarium i kilku miejscowości wokół. Natomiast miejsc związanych z orędziem fatimskim, które przekazała Matka Boża trojgu dzieciom, a potem jeszcze Siostrze Łucji, jest więcej.

 

Procesja światła; foto:Sławomir Jagodziński, "Nasz Dziennik"

 

Chodzi zatem o miejsca fatimskie także poza Fatimą?

– Z grupą ok. 40 kapłanów z Polski odwiedzimy np. Tui i Pontevedrę. To są miejscowości w obecnych granicach Hiszpanii. Wyjedziemy zatem już poza granice Portugalii. Matka Boża w Fatimie powiedziała: przybędę jeszcze raz, by powiedzieć o poświęceniu Rosji i wynagrodzeniu w pierwsze soboty miesiąca. To się dokonało właśnie w tych miejscach. W 1925 roku w Pontevedrze, a w 1929 r. w Tui przebywała Siostra Łucja. Tam wydarzyło się coś doniosłego. Matka Boża przekazała orędzie dotyczące całego świata, wychodząc poza zakres Fatimy jako miejscowości, parafii czy sanktuarium. Siostra Łucja większość swego życia spędziła w Karmelu. Dlatego w programie pielgrzymki nie mogło zabraknąć Coimbry, gdzie w klasztorze Sióstr Karmelitanek odprawimy Mszę św.

Bardzo ważnym miejscem, które nawiedzimy, jest też Lizbona. Z tym miastem związane są ostatnie dni życia Hiacynty. Tam przebywała w ochronce, czekając na operację w szpitalu, i tam umarła. Tam również dokonują się spotkania Hiacynty z Matką Bożą.

 

Orędzie fatimskie jest związane z różnymi miejscami, ale także osobami…

– Tak. Oczywiście to przede wszystkim dziś już święte dzieci fatimskie Franciszek i Hiacynta oraz Sługa Boża Siostra Łucja. Będziemy się modlić przy ich grobach w bazylice Matki Bożej Różańcowej w Fatimie. Nawiedzimy ich domy w Aljustrel, kościół, w którym dzieci były chrzczone, gdzie chodziły na Mszę św., gdzie się modliły.

Z orędziem fatimskim są związane też inne osoby. Bardzo ciekawą postacią jest np. bł. Alexandrina Maria da Costa, beatyfikowana w 2004 r. przez św. Jana Pawła II. Nazywana jest „fatimską mistyczką”. Będąc całkowicie sparaliżowana, świadomie przyjęła cierpienie, ofiarowując je, aby Papież poświęcił Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi. Nawiedzimy jej dom w Balasar.

Z kolei Sługa Boży o. Manuel Nunes Formigão zwany jest czwartym wizjonerem fatimskim. Odwiedzimy miejscowość, która jest z nim związana, Santarem. Ojciec Formigão poznał dzieci fatimskie, przez jakiś czas był ich opiekunem duchowym. Początkowo podchodził do objawień z pewnym dystansem, potem to dzięki niemu świat odkrył sens przesłania Matki Bożej z Fatimy. Nie tylko przekonał się o prawdziwości objawień fatimskich, ale też stał się ich wielkim apostołem. Mówić o orędziu fatimskim i nie wspomnieć o ojcu Formigão, to tak, jakby mówić o orędziu Bożego Miłosierdzia przekazanym przez św. s. Faustynę i nie wspomnieć o bł. ks. Michale Sopoćko, jej duchowym przewodniku.

W czasie tej pielgrzymki chcemy więc zobaczyć wiele miejsc i przywołać różne osoby związane z Fatimą, aby także przez ich pryzmat spojrzeć na orędzie Matki Bożej. To pokaże nam szerszy wymiar Fatimy.

 

Wspomniał Ksiądz postać o. Formigão, który odegrał niezwykle ważną rolę w ukazaniu światu orędzia fatimskiego. Jaka jest dziś rola kapłanów w szerzeniu tego orędzia?

– Potrzeba nam dzisiaj niezmiernie świadomych apostołów Fatimy, którzy nie tylko znają z tradycji orędzie fatimskie, ale doświadczają jego doniosłości w obecnej chwili. Jaki jest cel tej pielgrzymki? Pierwsza sprawa to to, żeby będąc w tych miejscach związanych z orędziem fatimskim, jakoś zapalić kapłanów do życia tym orędziem i krzewienia go. Chodzi o to, aby sobie uświadomić, że Maryja przekazała nam konkretne orędzie i jeśli podejmiemy to wezwanie, zmienimy świat. Chodzi o to, aby ten duch Fatimy rozpalił nasze serca, żebyśmy poczuli jako kapłani jego doniosłość i wagę.

Druga sprawa to to, że jeśli Fatima będzie żyła, jeśli będzie się rozwijała, to będziemy dążyć w dobrym kierunku, aby ją wypełnić. Chodzi o to, aby nie upraszczać Fatimy, patrzeć szerzej i pełniej. Aby to się dokonało, potrzebni są duszpasterze – świadomi apostołowie Fatimy. W czym problem? Jak wykazały badania socjologiczne, podjęcie pobożności fatimskiej deklaruje ponad 80 proc. polskich parafii. Znamienne jest to jednak, że tylko 37 proc. podejmuje nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca.

 

To duża dysproporcja… Z czego wynika?

– Orędzie fatimskie w wielu parafiach jest znane, ale tylko jedna trzecia podejmuje z tego orędzia to, co jest najbardziej istotne, aby je wypełniać. Wezwanie Matki Bożej kieruje nas do wynagrodzenia. Jeśli tego nie ma, brakuje gdzieś świadomych apostołów Fatimy. Tak wiele zależy od duszpasterzy, stąd potrzeba bardzo świadomych kapłanów. Ta pielgrzymka wychodzi naprzeciw tej potrzebie. Ma nam pomóc poczuć doniosłość Fatimy i zrozumieć, co jest wezwaniem Matki Bożej. Chodzi o to, abyśmy głosili Fatimę, nie tylko o niej mówiąc, ale wypełniali ją, nakreślając, co jest konkretnym wezwaniem Matki Bożej. Potrzeba nam tej świadomości, że oto do każdego z nas Matka Boża kieruje zadanie o wynagrodzenie w pierwsze soboty miesiąca.

 

Pielgrzymka będzie miała też wymiar jubileuszowy. Do sanktuarium w Fatimie zostanie przekazana Złota Księga Wielkiej Nowenny Fatimskiej.

Bardzo się cieszę, że akurat tę Księgę przekażemy w czasie pielgrzymki kapłanów. Można powiedzieć, że to jest takie żywe wotum, świadectwo tego, że oto mnóstwo ludzi w Polsce i ponad 30 krajach świata poważnie potraktowało wezwanie Matki Bożej i przez dziewięć lat nowenny przygotowywali się do 100. rocznicy objawień w Fatimie. One podjęły pewien trud modlitwy, apostolstwa, ponoszenia ofiary duchowej, żeby samemu poznać orędzie, wypełnić je i przekazać innym, aby je wypełniali. Bo taki był cel Wielkiej Nowenny Fatimskiej. Do pięknie oprawionej księgi wpisane są osoby indywidualne, wspólnoty, parafie, zgromadzenia zakonne, wspólnoty modlitewne. Trudno policzyć wszystkie osoby. Szacunkowo ta księga skupia nie mniej niż 3 miliony osób, które podjęły konkretne działania, trud apostolstwa, które – można powiedzieć – czynem wypełniają wezwania Matki Bożej.

 

Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński

 


 

 

Kapłańska odpowiedzialność

Nasz Dziennik, 15 listopada 2017 r.

Sławomir Jagodziński, Fatima

 

Orędzie fatimskie potrzebuje gorliwych apostołów, świadomych doniosłości objawień Matki Bożej dla losów świata. Wychodzi temu naprzeciw pielgrzymka ponad 30 polskich kapłanów, którzy w sanktuarium w Fatimie rozpoczęli swe niezwykłe rekolekcje w drodze.

 

Kapłani uczestniczący w pielgrzymce; foto:Sławomir Jagodziński, "Nasz Dziennik"

 

Śpiewem „O Maryjo witam Cię, o Maryjo kocham Cię” już w autokarze kapłani powitali Matkę Bożą, wjeżdżając w poniedziałek 13 listopada po południu do Fatimy. Wśród 32 księży są polscy duchowni nie tylko z różnych polskich diecezji, ale także posługujący w USA i na Ukrainie. Prawie połowa z nich przybyła do Fatimy po raz pierwszy.

– Tak wiele zależy od kapłanów, aby orędzie fatimskie było nie tylko poznawane, ale przede wszystkim wypełniane – podkreśla duchowy przewodnik pielgrzymki ks. Krzysztof Czapla. Dlatego zwraca uwagę, że dziś potrzeba uformowanych apostołów. – Potrzeba nam tej świadomości, że oto do każdego z nas, także do księży, Matka Boża kieruje zadanie wynagradzania Niepokalanemu Sercu Maryi za grzechy – podkreśla dyrektor Sekretariatu Fatimskiego w Zakopanem.

Pielgrzymka polskich księży do miejsc związanych z objawieniami fatimskimi ma na celu formację nie tylko poprzez wiedzę o Fatimie, ale także przez osobiste jej doświadczenie, przeżycie. – Chodzi o to, aby uczynić wszystko, by nasza gorliwość związana ze stuleciem Fatimy nie osłabła. Aby owocem jubileuszu stało się jeszcze większe apostołowanie na rzecz nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca – podkreśla.

Po raz pierwszy do Fatimy przybył krajowy duszpasterz Rzemiosła Polskiego ks. Krzysztof Rusiecki z Sandomierza. W rozmowie z nami także podkreśla szczególną odpowiedzialność kapłanów za szerzenie autentycznego przesłania Matki Bożej z Fatimy. – Właściwie od serca kapłanów, od ich świętości, wrażliwości na orędzie zależy sedno sprawy, czyli to, aby to fatimskie nabożeństwo wynagradzające podjęte zostało w poszczególnych parafiach. Przecież ono ma ogromne przesłanie ewangeliczne, ale też społeczne – zwraca uwagę. Wskazuje, że więź z Matką Bożą Fatimską poszczególnych wiernych poprzez nabożeństwo fatimskie sprawia, że powstaje nowe społeczeństwo, odnowione, nawrócone. – Postawienie silnego akcentu na nabożeństwo maryjne, które przez różne środowiska liberalne jest przekreślane i niszczone, odbuduje też w jakimś stopniu utraconą tkankę więzi rodzinnych w ramach tego średniego i najmłodszego pokolenia. Z Matką Bożą Naród Polski przeszedł wszystkie najtrudniejsze etapy dziejowe. Poradzi sobie także z obecnymi problemami, jeśli postawi na Maryję – akcentuje ks. Rusiecki.

Zwraca też uwagę, że objawienie fatimskie daje nam szersze widzenie spraw związanych ze wspólnotą Kościoła, ale także państwa i świata. – Bo to jest objawienie skierowane z małej Portugalii do wszystkich narodów. Dlatego musimy odejść od ateistycznego widzenia nawet spraw społecznych i politycznych. Uformowały się takie wzorce, które są dziedzictwem pewnych myślicieli oświeceniowych, że politykiem może być tylko ten, kto jest wrogi Panu Bogu, kto jest wrogi Kościołowi, kto ma tę laicką wizję relacji państwo – Kościół na przykładzie Francji. Ale zobaczmy, co się z tą Francją dzieje. Tyle razy była doświadczona Maryjnym objawieniem, a dzisiaj kona. Dlaczego? Ponieważ nie poszła drogą Maryjnych objawień. Nie możemy jako Polska popełniać takich błędów – podkreśla krajowy duszpasterz rzemiosła polskiego.

 

Kapłani zainaugurowali swą pielgrzymkę Mszą św. w bazylice Matki Bożej Różańcowej, przy grobach świętych dzieci fatimskich.

 

Msza św. w bazylice Matki Bożej Różańcowej w Fatimie; foto:Sławomir Jagodziński, "Nasz Dziennik"

 

– Mamy nieść ocalenie. W Fatimie nie chodzi o to, że ty powiesz Matce Bożej „Kocham Cię”, że powiesz, co ci się w serduszku dzieje. Fatima to orędzie, żeby zmienić świat, twoje serce, twego bliźniego, a szczególnie tego, który jest grzesznikiem, wszystkich ma zmienić – podkreślał w homilii ks. Czapla. I apelował, że nie możemy dłużej lekceważyć żądań Maryi. – Nasza pielgrzymka jest po to, ażeby sobie uświadomić, że Fatima to nie tylko mówienie o Pięknej Pani i tylko nawiedzenie wspaniałego sanktuarium. To jest konkretny apel, który jest wołaniem do serca naszego przed Bogiem. Bo widzimy, jak świat się pogrąża w grzechu – podkreślał dyrektor Sekretariatu Fatimskiego w Zakopanem..

Kapłani modlili się przy grobach świętych dzieci fatimskich Franciszka i Hiacynty, oraz Sługi Bożej siostry Łucji. Codziennie wieczorem uczestniczą też w Różańcu w Kaplicy Objawień i procesji ze świecami. Wczoraj w sanktuarium zapoznali się szczegółowo z miejscem i historią objawień, zwiedzili muzeum „Fatima Światło i Pokój”, a także fatimskie bazyliki. Pielgrzymka śladami wizjonerów fatimskich w 100-lecie objawień Matki Bożej potrwa do 21 listopada br.

 

 

 


 

Fatima wskazuje na dzieci

Nasz Dziennik, 16 listopada 2017

Sławomir Jagodziński, Fatima

 

Maryja w Fatimie ukazała, jak wychowywać i formować dzieci, aby trafiły do Nieba. Ta Boża pedagogika sprawdziła się na fatimskich wizjonerach, z których dwoje jest już świętymi, a trzecia w drodze na ołtarze. Kapłani uczestniczący w pielgrzymce do Fatimy poznają miejsca i wydarzenia związane z Franciszkiem, Hiacyntą i Łucją.

 

Cmentarz parafialny w Fatimie. Miejsce, gdzie pochowani byli Hiacynta i Franciszek; foto:Sławomir Jagodziński, "Nasz Dziennik"

 

W czasie Mszy św. w Kaplicy Objawień Matki Bożej, rozpoczynającej kolejny dzień fatimskiej pielgrzymki 32 polskich kapłanów, ks. Krzysztof Czapla zwrócił uwagę, że Maryja wzywa nas, abyśmy nieustannie ofiarowywali Bogu swe modlitwy i cierpienia. W postawie pokuty nie chodzi o to, aby sobie coś samemu wymyślać, ale przede wszystkim znosić z poddaniem cierpienia, które Bóg zsyła, i to wszystko ofiarowywać jako zadośćuczynienie za grzechy i o uproszenie nawrócenia dla grzeszników.

– Przede wszystkim przyjmij to, co dał Ci Bóg, takie życie, takie trudności, takiego męża, taką żonę, takie dzieci. Przyjmij to, nie narzekaj. Przyjmij to z poddaniem, z miłością, z cierpliwością, co dał Bóg. To jest owa pokuta, której uczy Fatima – podkreślił duchowy przewodnik pielgrzymki i dyrektor Sekretariatu Fatimskiego w Zakopanem.

Kapłani, odwiedzając miejsca związane z dziećmi fatimskimi, mogli się przekonać, że właśnie tak zrozumiały one orędzie Matki Bożej.

Franciszek np. lubił przebywać na terenie rozbudowywanego wówczas kościoła parafialnego w Fatimie i tam spędzał czas, aby – jak mówił – pocieszać Pana Jezusa, tak bardzo obrażanego przez ludzi. Hiacynta, gdy poznała tę rzeczywistość, jaką jest wielkie cierpienie dusz grzeszników, zapałała wielką miłością do Niepokalanego Serca Matki Bożej, wysłuchała Jej wezwania i chciała je ratować.

– Uważam, że Fatima to jest ta iskra, która razem z Bożym Miłosierdziem przygotowuje świat na ostateczne przyjście. Pan Bóg wybiera zupełnie inaczej niż świat, Pan Bóg wybiera to, co małe, to, co bezbronne, to, co czyste. Dlatego właśnie wybiera w Fatimie dzieci – zwraca uwagę uczestniczący w pielgrzymce kapłanów o. Świerad Maria Pettke ze Zgromadzenia Braci Pocieszycieli z Getsemani.

– Dzieci fatimskie są dla mnie fenomenem. Nie tylko dlatego, że zostały przez Maryję wybrane, ale dlatego, że one w swoim życiu zrealizowały charyzmat świętości w sposób, w jaki żyły, w jaki pokutowały, i w sposób, w jaki myślały o Kościele. To było przede wszystkim myślenie o nawróceniu grzeszników, o pomocy im w zbawieniu, o wynagradzaniu za ich grzechy – podkreśla rekolekcjonista z Gdańska.

Jak dzielnie wizjonerzy fatimscy znosili cierpienia w duchu wynagrodzenia, ukazał m.in. ich pobyt w więzieniu w Ourém. Do dziś istnieje tam stary budynek władz powiatowych tego rejonu, w którym więziono kilka dni 1917 r. Franciszka, Hiacyntę i Łucję. Właśnie dlatego objawienie sierpniowe Matki Bożej nie odbyło się 13. dnia miesiąca, jak w innych miesiącach, ale dopiero 19.

Kto wie, czy zgoda administratora na „zaproszenie” dzieci w czasie tego uwięzienia do własnego domu była uległością wobec żony, czy raczej pewną taktyką na ich rozmiękczenie. Sierpniowe uwięzienie wiązało się z treścią lipcowego objawienia Matki Bożej, które oprócz wizji piekła zawierało tajemnicę, której dzieci nie mogły zdradzić. A nieprzychylne Kościołowi władze próbowały ją wydobyć bardzo dotkliwymi torturami psychicznymi, strasząc dzieci nawet smażeniem w oleju. Nic to nie dawało. Dzieci znosiły to wszystko w duchu posłuszeństwa i milczały. Niemniej ciekawe jest to, że w czasie uwięzienia zostały one przyprowadzone do domu administratora i tam spędziły czas, bawiąc się z jego dziećmi, tam też zjadły posiłek. Taka była prośba żony administratora. W muzeum, które zwiedzili polscy księża, dziś można obejrzeć jedynie oryginalną kozetkę, na której Hiacynta, Franciszek i Łucja chwilę odpoczywały. Nic więcej się nie zachowało. Niestety na koniec tej wizyty dzieci musiały i tak z powrotem wrócić do więzienia…

– Dzieci fatimskie stają się dla nas przykładem, jaką siłą jest łaska Boża, gdy się na nią otworzymy. Nawet w cierpieniu – podkreśla ks. Krzysztof Czapla. – Matka Boża pokazuje im piekło i cierpienie grzeszników, mówi im o trudnych sprawach, o wynagrodzeniu, o poświęceniu, o ofierze i pokucie, a te dzieci zaczynają to praktykować. W ten sposób spełniły się słowa Anioła z Fatimy: „Łaska Boża będzie dla was siłą…” – wskazuje dyrektor Sekretariatu Fatimskiego w Zakopanem. I dodaje jednocześnie, że te dzieci były w stanie posiadać takie cnoty, jak ofiara, wyrzeczenie, wynagrodzenie, i to w stopniu heroicznym, co ostatecznie poprzez beatyfikację i kanonizację potwierdził Kościół.

Jaki z tego wniosek dla chrześcijańskich rodziców? Nie mogą oni bać się przekazywać dzieciom trudnych prawd wiary, bo to ich nie skrzywdzi, a może uchronić przed złem. Jak zwróciła uwagę siostra Łucja, dzisiaj nawet ludzie pobożni nie chcą mówić dzieciom o piekle, aby ich nie przerażać. Ale Bóg nie zawahał się pokazać czegoś tak przerażającego trojgu dzieciom, z których jedno miało niecałe siedem lat. To nie doprowadziło tych dzieci do traumy, do strachu. Doprowadziło do postawy heroicznej miłości.

– Mówienie o potępieniu, o grzechu, o obrzydliwości zła jest czymś, co wstrząsa. Ale dzieci fatimskie z tego powodu nie doznały szoku, nie bały się wychodzić z domu. Pamiętajmy, Bóg nas nie skrzywdzi, on nas ochroni, ta prawda może być dla nas wstrząsająca, ale nie przerodzi się w coś, czego skutkiem będzie nasze zło – podkreśla ks. Czapla.

 

 


 

 

Dziecko widziało Hiacyntę

Nasz Dziennik, 17 listopada 2017 r.

Sławomir Jagodziński, Lizbona

 

Święta Hiacynta i dziś obecna jest w życiu dziecięcego szpitala, w którym zmarła.

Obecna jest nie tylko poprzez przykład heroicznego przyjęcia cierpienia, ale w niezwykły sposób także w życiu dzisiejszych małych pacjentów. Bardzo wzruszającym świadectwem podzielił się z polskimi kapłanami pielgrzymującymi w tych dniach śladami wizjonerów fatimskich po Portugalii kapelan szpitala D. Estefânia w Lizbonie ks. Carlos Azevedo.

Na jednym z jego oddziałów czteroletnie dziecko miało skomplikowaną operację nogi. Część uda została amputowana, natomiast dolna części nogi ponownie przyszyta tak, żeby dało się dorobić potem protezę. – I codziennie rano ta dziewczynka w swoim pokoju była bardzo radosna. Wyznała pewnego dnia jednemu z rodziców: „Tatusiu, ja w nocy bawiłam się tutaj z jedną dziewczynką. To było takie radosne”. W dniu, kiedy wychodziła ze szpitala, przechodziła przed kaplicą i zobaczyła zdjęcia, które tam wiszą. „Patrzcie, patrzcie, to jest ta dziewczynka, z którą codziennie w nocy się bawiłam” – powiedziała. Na zdjęciach była Hiacynta, która w tym szpitalu zmarła. Rodzice dziecka wyznali, że nigdy mu nie mówili o Hiacyncie. Ona ją poznała, choć nie wiedziała, kim jest – mówił ks. Azevedo.

Poznanie ostatnich dni życia najmłodszego dziecka z wizjonerów fatimskich to wielka lekcja przyjęcia cierpienia i ofiarowania go jako wynagrodzenie za biednych grzeszników, aby ich ratować przed piekłem. Właśnie ta lekcja stała się udziałem 32 polskich kapłanów w miejscu śmierci św. Hiacynty. W czasie tych swoistych rekolekcji w Lizbonie stanęli oni niemal oko w oko z poruszającą tajemnicą cierpienia. To właśnie w stolicy Portugalii Hiacynta spędziła ostatnie dni przed śmiercią. Dlaczego?

Doskonale wiemy, że w czasie objawień fatimskich w 1917 r. Maryja zapowiedziała, że dwoje z trójki widzących szybko zabierze do Nieba. I tak się stało. Franciszek zapadł w październiku 1918 roku na grypę, tzw. hiszpankę. Epidemia tej strasznej choroby atakowała dzieci, powodując śmiertelne komplikacje w postaci zapalenia płuc i odmy płucnej. Umiera 4 kwietnia 1919 r. i zostaje pochowany na cmentarzu parafialnym w Fatimie.

Hiacynta zachorowała na tę chorobę w tym samym czasie. W lipcu i sierpniu 1919 roku była leczona w powiatowym szpitalu w Vila Nova de Ourém. Bardzo cierpiała. Jednocześnie Łucji wyznała, że robi to z miłości do Pana Jezusa jako zadośćuczynienie Niepokalanemu Sercu Maryi za nawrócenie grzeszników i za Ojca Świętego.

 

Lizbona

Do Fatimy przybył wybitny lekarz, profesor z Lizbony i zbadał Hiacyntę. Widząc, jak strasznie cierpi, postanowił, że zabierze ją na leczenie do Lizbony. Zobowiązał się pokryć wszystkie koszty leczenia. Znalazła się też zamożna lizbońska rodzina, która miała przyjąć chorą Hiacyntę u siebie. Na początku stycznia wyrusza ona pociągiem do Lizbony. I tu pierwszy cios. Na peronie dworca głównego okazuje się, że rodzina, która zadeklarowała się, że ją przyjmie, wystraszyła się zakażenia i nie przyjechała na stację kolejową. – Cierpiąca Hiacynta przybywa z prowincji do wielkiego miasta i z dworca nie ma gdzie się podziać. Wyobraźmy sobie, co musiało to dziecko wtedy przeżywać – zwraca uwagę ks. Krzysztof Czapla, duchowy przewodnik pielgrzymki kapłanów.

Dzięki staraniom jednego z księży Hiacynta została ostatecznie przyjęta do sierocińca – ochronki prowadzonej w Lizbonie przez Siostry od Niepokalanego Serca Maryi. Przełożona tego sierocińca załatwiła też wszystkie sprawy związane z przyjęciem do szpitala, chociaż sama była krytykowana, że otworzyła drzwi przed chorym dzieckiem, które może pozarażać inne. – Jednak Hiacynta nie zaraziła żadnego z dwadzieściorga dzieci będących w sierocińcu – podkreślił, opowiadając o trudnym jej pobycie w Lizbonie, ks. Carlos Azavedo.

Początkowo Hiacynta w stolicy Portugalii była z mamą, potem już aż do dnia śmierci zupełnie sama. Ta samotność była dla niej wielkim cierpieniem. Ale cały czas Ktoś ją wspierał.

 

Ochronka

W budynku dawnej ochronki przy ul. Estrela, którą zwiedzili w Lizbonie uczestnicy pielgrzymki kapłanów, można zobaczyć pokój, w którym przebywała ciężko chora Hiacynta. Jest jej sukienka, różne przybory, różaniec i łóżko, na którym spała. Kiedyś, gdy przyszła do niej siostra przełożona, która się nią opiekowała, Hiacynta powiedziała, pokazując miejsce na łóżku przy swoich nogach: „Tylko siostra nie siada tutaj, bo tu siada Matka Boża…”.

 

Łóżko Hiacynty w Ochronce prowadzonej przez Siostry Zakonne w Lizbonie; foto:Sławomir Jagodziński, "Nasz Dziennik"

– Czekając na szpital w ochronce, z której okien widać bazylikę Najświętszego Serca Pana Jezusa, Hiacynta doświadczała kilku spotkań z Maryją. Matka Boża powiedziała jej dokładnie, kiedy ją zabierze do Nieba – podkreśla ks. Czapla, który zwrócił uwagę kapłanów na heroiczną wierność Hiacynty w wypełnianiu próśb Matki Bożej. – W tym miejscu dokonywało się jej cierpienie i przepiękne świadectwo. Będąc dzieckiem, które przeszywał ból otwartej, ropiejącej rany, nie chciała leżeć w łóżku. Schodziła z niego i pełzając po podłodze przemieszczała się do pomieszczenia obok, gdzie z górnego piętra przez wewnętrzne zakratowane okno mogła widzieć tabernakulum w kapicy zakonnej. W takiej pozycji, gdy modliła się, leżąc na podłodze, znajdowała ją siostra – mówi ks. Krzysztof.

 

Szpital

Hiacynta przybyła do szpitala 2 lutego. 10 lutego była operowana i zmarła 20 lutego o godz. 22.30, sama. – Operacja Hiacynty była straszna. Miała przecięte kości w klatce piersiowej. Dwa żebra, które już zaczęły po prostu gnić, zostały odjęte i lekarz za pomocą takiej dużej strzykawki wyciągną płyn z płuc, żeby ona mogła oddychać. W czasie operacji Hiacynta była znieczulona tylko miejscowo i cały czas przytomna. Była tak osłabiona, że nie można jej było podać narkozy. Na koniec tej operacji lekarz zawołał pielęgniarkę i powiedział: „Jestem zadziwiony tym dzieckiem. Jakiekolwiek inne dziecko w tych okolicznościach krzyczałoby i płakało. A ta dziewczynka mówiła tylko »O Jezu, o Matko Boska« – mówił z przejęciem w czasie spotkania z księżmi w kaplicy szpitala jego obecny kapelan ks. Azevedo. I podkreślił, że ta odwaga w cierpieniu to jest właśnie to, co zostało docenione przez Kościół w osobach pastuszków.

Szpital w Lizbonie, gdzie była leczona Hiacynta; foto:Sławomir Jagodziński, "Nasz Dziennik"

 

– Jakie przesłanie płynie z tego szpitala? My tak często narzekamy, pytamy: dlaczego nas coś złego spotyka, przecież jesteśmy dobrymi ludźmi… Zdarza się to także osobom konsekrowanym. Przykład Hiacynty uczy nas, jak znosić cierpienie. Cierpienie jest czymś trudnym, ale pamiętajmy, że właśnie przez cierpienie Pan Jezus nas zbawił. Taka jest też tajemnica świętości tych dzieci – podkreślił ks. Azevedo. I jeszcze raz zachęcał, żeby dziękować Bogu za wszystko, co nas spotyka, a cierpienie ofiarowywać Mu jako zadośćuczynienie. – Wiele osób narzeka, ale ma pełne brzuchy. Dlatego musimy nauczyć się dobrze mówić o naszym życiu, bo to raduje Boga. Z tego szpitala powinniśmy wyjechać z takim przesłaniem, żeby umieć Bogu dziękować za wszystko, co mamy – dodał kapelan.

Szpital dziecięcy, w którym zmarła Hiacynta, funkcjonuje do dziś. Jego gruntowna przebudowa sprawiła, że nie ma Sali, na której odeszła do Nieba. A było to duże pomieszczenie na piętrze z wieloma łóżkami. Dziś z dwóch pięter zrobione są trzy, które podzielone są na mniejsze pomieszczenia. Najcenniejsze skarby znajdują się w kaplicy. Na ołtarzu stoją dwa relikwiarze: jeden z fragmentami drzewa, na którym w Fatimie objawiała się Matka Boża w 1917 r., a drugi z chustą, którą Hiacynta miała przykrytą twarz w dniu pogrzebu.

 

Pogrzeb

Pogrzeb Hiacynty także odbył się w Lizbonie. Kościół Matki Bożej Anielskiej leży w pobliżu szpitala. Polskim kapłanom, którzy go odwiedzili, ukazało się bogato i pięknie zdobione wnętrze świątyni. – Hiacynta wyszła z domu zbudowanego z najtańszego kamienia, pogrzeb miała w świątyni całej w złocie. To jest tajemnica drogi do świętości, która jest najcenniejszym skarbem człowieka – podkreślał ks. Krzysztof Czapla, który w świątyni poprowadził Różaniec. Trumna z ciałem Hiacynty kilka dni była wystawiona w tym kościele. Świadkowie wyznawali, że wokół ciała rozchodził się zapach róż.

Kościół Świętych Aniołów, gdzie miał miejsce pogrzeb Hiacynty; foto:Sławomir Jagodziński, "Nasz Dziennik"

 

Pierwszym miejscem spoczynku Hiacynty był cmentarz w Ourém, gdzie została pochowana 24 lutego 1920 roku. Tam swego grobowca użyczyła pewna arystokratyczna rodzina. Z tym cmentarzem, który w czasie pielgrzymki także odwiedzili polscy kapłani, jest związane inne ważne wydarzenie. W 1935 roku ciało Hiacynty zostało przeniesione na cmentarz parafialny w Fatimie. Wtedy odbyła się ekshumacja Hiacynty. Okazało się, że po 15 latach ciało zupełnie nie doznało rozkładu. Zrobione wówczas zdjęcie pokazano siostrze Łucji. Tak nią to wstrząsnęło, że od tego czasu zaczęła spisywać swoje wspomnienia, do czego od lat zachęcał ja biskup. Wiele z tych wspomnień dotyczy właśnie Hiacynty.

 


 

Świętość zamknięta w uśmiechu

Nasz Dziennik, 18-19 listopada 2017 r.

Sławomir Jagodziński, Balasar

 

Została nazwana fatimską mistyczką. Swym heroicznym cierpieniem ofiarowanym w intencji wynagradzającej wypełniła to, o co Matka Boża prosiła w czasie objawień sprzed stu lat w Fatimie. Błogosławiona Alexandrina Maria da Costa (1904-1955) to postać, której nie mogło zabraknąć w programie fatimskiej pielgrzymi polskich kapłanów, która trwa w Portugalii.

 

Balasar to mała miejscowość w północnej Portugalii. Przed prawie stu laty była ona świadkiem dramatycznych wydarzeń. Czternastoletnia dziewczynka Alexandrina wraz z dwoma koleżankami szyła w swoim domu suknię ślubną dla swojej koleżanki. Nagle dziewczynki z oddali usłyszały zbliżające się okrzyki i salwy śmiechu trzech mężczyzn. Zamknęły drzwi. Za chwilę usłyszały stukot butów na schodach i pukanie. Nie otworzyły, więc napastnicy zaczęli szukać innych dróg wejścia. Jeden z nich rozgniewany wybił kilka desek w stropie salonu i wdarł się na górę. Koleżanki pobiegły w kierunku schodów, ale tam czekali pozostali mężczyźni. Alexandrina została sama, a przed nią oprawca. Jedyną drogą ucieczki i uchronienia się przed gwałtem było wyskoczenie przez otwarte okno. Tak zrobiła. Po upadku na plecy z czterech metrów poczuła przeszywający ból. Nie mogła się w pierwszej chwili poruszyć, ale z trudem wstała, aby pobiec na pomoc koleżankom. Wystraszeni jej stanowczością i krzykiem mężczyźni odeszli. Niestety, niedługo potem Alexandrina zaczęła odczuwać skutki upadku…

Bł. Alexandrina z Matką

 

Skąd uśmiech?

To wydarzenie, które przesądziło o całym życiu Alexandriny, miało miejsce w Wielką Sobotę 1918 r. Niestety, stopniowo postępował jej paraliż. Od kwietnia 1925 r. nie mogła się już podnosić z łóżka. Pozostała w nim już przez 30 lat, aż do śmierci.

Rodzinny dom Alexandriny da Costa w Balsar to dziś miejsce, gdzie można zobaczyć jej pokój wraz z łóżkiem i innym wyposażeniem. Można też podejść do okna w salonie, z którego dziewczynka wyskoczyła, ratując się przed gwałtem. Ale chyba nie to najbardziej zwraca uwagę. W całym domu jest wiele zdjęć Alexandriny i nie ma ani jednego, na którym byłaby smutna. Dlaczego?

Alexandrina w pierwszych latach choroby modliła się za wstawiennictwem Matki Bożej o łaskę uzdrowienia. Po kilku jednak latach zrozumiała, że to cierpienie jest jej powołaniem. Przyjęła je całym sercem. „Jezu, jesteś więźniem tabernakulum, a ja mego łóżka, z Twojej woli. Będę więc trwała przy Tobie”, mówiła. Tajemnicą jej ciągłego uśmiechu było przyjęcie cierpienia z miłości do Jezusa.

– Ona świadomie zgodziła się przyjąć bezwład ciała od szyi w dół. Do niej przyszedł sam Pan Jezus, prosząc, aby przyjęła ten krzyż. Powiedział też, że Jego pragnieniem jest, aby Papież poświęcił świat i Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi – zwraca uwagę ks. Krzysztof Czapla, duchowy przewodniki pielgrzymki kapłanów. – Zobaczmy, jaka jest tu zbieżność z Fatimą, gdzie przecież Matka Boża także prosi, aby Papież wraz z biskupami poświęcił Rosję i świat Niepokalanemu Sercu – wskazuje dyrektor Sekretariatu Fatimskiego w Zakopanem. Trzeba podkreślić, że Papież został kilkakrotnie poinformowany przez jednego z księży o tym życzeniu Pana Jezusa przekazanym mistyczce.

 

Życie dzięki Eucharystii

Programem życia Alexandriny stały się słowa: kochać, cierpieć i wynagradzać. Gdy Jezus mówił jej, że świat bardzo Go obraża i że Jego ból jest przeogromny, mówiła: „Poprzez moje cierpienie nie chcę niczego więcej, niż dać Ci duszę, by pocieszyć Twoje Boskie Serce”.

Od 1942 r. nie mogła jeść ani pić, a mimo to żyła. Przez 13 lat spożywała tylko Eucharystię. Czymś także niewytłumaczalnym było to, że co piątek, w sumie ponad 180 razy, pomimo paraliżu w niewytłumaczalny sposób wstawała z łóżka i przez trzy i pół godziny odprawiała Drogę Krzyżową.

Wiele też osób przybywało do niej po radę, a także prosić o modlitwę. Nad jej łóżkiem zrobiono specjalne okienko do drugiego pokoju, aby mogła swobodnie rozmawiać z tymi, którzy ją odwiedzają. Właśnie przed jej pokojem w domu rodzinnym w czwartek po południu 32 polskich kapłanów biorących udział w pielgrzymce fatimskiej modliło się na różańcu. Tak było także w pobliskim kościele parafialnym, gdzie w bocznej nawie jest pochowana beatyfikowana w 2004 roku Alexandrina.

 

Kapłani

To kapłańskie nawiedzenie jej domu i grobu było bardzo wymowne. Dalego że Pan Jezus powierzył Alexandrinie również opiekę nad osobami duchownymi. Ofiarowywała w ich intencji swój ból oraz modlitwy. Prosiła o nowe powołania.

– Bardzo mnie urzeka w tej osobie taka pogoda ducha bijąca z twarzy. A przecież tak bardzo cierpiała. Nie mogłem oderwać wzroku od tego obrazka umieszczonego na jej łóżku – wyznaje ks. Marian Strankowski, prorektor białostockiego seminarium duchownego. Wskazuje, że w postawie tej mistyczki najbardziej zwraca uwagę duch ofiary i poświęcenia i te trzy słowa, które stały się programem jej życia: kochać, cierpieć, wynagradzać. – To jest coś niesamowitego – wskazuje i podkreśla, że choć w oczach świata dobrowolne przyjęcie cierpienia jest czymś zupełnie nielogicznym, to postawa taka bardzo przemawia do człowieka. – Tak było przecież także z Hiacyntą. Też przyjęła cierpienie. A w ostatnich dniach swego życia mówiła wprost, aby nie ulegać modom, które obrażają Boga. Dotyczy to również kapłanów. Niestety, i księża czasem ulegają dziś presji świata, bo myślą, że jak pójdą ze światem, to będzie im łatwiej go ewangelizować. Niestety, często bywa tak, że go nie zmieniają, ale się do niego upodabniają. Dlatego zgoda na cierpienie i wynagradzanie to przesłanie także dla księży, bardzo wymagające i jednocześnie zobowiązujące – podkreśla ks. Strankowski.

7 stycznia 1955 r. Pan Jezus objawił Alexandrinie, że w ciągu roku umrze. Zmarła w rocznicę ostatniego objawienia fatimskiego, 13 października tego roku, dzień wcześniej przyjmując sakrament namaszczenia chorych. Jej ostatnie słowa brzmiały: „Jestem szczęśliwa, bo idę do nieba”.

 


 

Polskie wotum w Fatimie

Nasz Dziennik, 20 listopada 2017 r.

Sławomir Jagodziński, Fatima

 

Złota Księga Wielkiej Nowenny Fatimskiej została uroczyście złożona w sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej.

 

 foto:Sławomir Jagodziński, "Nasz Dziennik"

Ta Księga to świadectwo łącznie ok. 3 milionów ludzi, którzy w Polsce, a także w ponad 30 innych krajach świata przez dziewięć lat nowenny przygotowywali się do setnej rocznicy objawień w Fatimie. Te osoby zobowiązały się do apostolstwa fatimskiego, trudu modlitwy, ponoszenia ofiary duchowej, żeby samemu poznać orędzie, wypełnić je i przekazać innym.

– Złota Księga skupia rzesze ludzi rozsianych po świecie. Jest świadectwem naprawdę realnego wysiłku, aby Maryja była bardziej znana i miłowana, żeby Jej orędzie poznał, ale przede wszystkim wypełnił świat. Ten zapis świadczy, że te osoby taki wysiłek podjęły, one świadomie uczyniły coś swym czynem, co jest w treści orędzia. A więc nie mówili, że oto stulecie się zbliża, ale podjęli konkretne działania, które można określić, że czynem wypełnili wezwania Matki Bożej – podkreśla ks. Krzysztof Czapla, dyrektor Sekretariatu Fatimskiego w Zakopanem.

Przekazanie Księgi miało bardzo uroczysty przebieg. Wczoraj przed południem Księga była uroczyście złożona u stóp figury Matki Bożej w Kaplicy Objawień w Fatimie. W czasie międzynarodowej modlitwy różańcowej jedną z tajemnic różańcowych w języku polskim poprowadził dyrektor Sekretariatu Fatimskiego w Zakopanem ks. Krzysztof Czapla. W modlitwie uczestniczyło m.in. 32 kapłanów, którzy w tych dniach pielgrzymują śladami wizjonerów fatimskich po Portugalii i Hiszpanii.

 

Różaniec w kaplicy objawień z Księgą WNF u stóp Fatimskiej Pani;  foto:Sławomir Jagodziński, "Nasz Dziennik"

Uroczyste przekazanie Złotej Księgi odbyło się w bazylice Trójcy Świętej na terenie sanktuarium fatimskiego. Niedzielna międzynarodowa Msza św., której przewodniczył ks. Carlos Manuel Pedrosa Cabecinhas, rektor sanktuarium fatimskiego, otrzymała przez to bardzo polski akcent.

W homilii ksiądz rektor mówił o potrzebie nawrócenia, które jest zachętą do przezwyciężenia konformizmu i rutyny, które tak często powstrzymują nas od właściwego wykorzystania darów, jakie otrzymaliśmy od Boga. Jako przykład wskazał na życie pastuszków, a przede wszystkim świętych Franciszka i Hiacynty Marto. – Za pośrednictwem Anioła i Matki Bożej otrzymali oni wezwanie od Boga i przyjęli ten dar. Przyjęli go i sprawili, że przyniósł obfite owoce. Nie ociągali się, nie byli leniwi, nie wybierali dróg na skróty – przeciwnie, przyjęli dar i byli kreatywni w poszukiwaniu dróg ku dobru – powiedział ks. ks. Carlos Manuel Pedrosa Cabecinhas.

 

Przekazanie Złotej Księgi WNF na ręce ks. Rektora; foto:Sławomir Jagodziński, "Nasz Dziennik"

 

Przekazanie Księgi

Po Komunii św. i po wypowiedzeniu Jubileuszowej Modlitwy Poświęcenia księgę na ręce księdza rektora złożył ks. Krzysztof Czapla. Po tej ceremonii ksiądz rektor ukazał księgę wszystkim wiernym, unosząc ją wysoko w górę.

 foto:Sławomir Jagodziński, "Nasz Dziennik"

 

Księga do Fatimy z Zakopanego została przewieziona samochodem. Podróż trwała od poprzedniej niedzieli do środy. – To była wielka misja, za którą jesteśmy wdzięczni Bogu i Matce Najświętszej. Podróż przebiegła bez żadnych trudności. Wiedząc, jaki duchowy skarb wieziemy, czuliśmy się niemal jak misjonarze – podkreśla Jolanta Przybyszewska, uczestniczka tej niezwykłej podróży.

– Przekazanie tej Księgi, która została oczywiście pięknie oprawiona, to duchowe wotum. W środku zapisane są osoby indywidualne, różne wspólnoty modlitewne, parafie, zgromadzenia zakonne. One podjęły trud apostolstwa fatimskiego, czynem wypełniając wezwania Matki Bożej z Fatimy – podkreśla ks. Krzysztof Czapla.

 

Apostołowie pierwszych sobót

W rozmowie z nami zaznacza jednocześnie, że byłoby pięknie, gdyby wszyscy zapisani w Złotej Księdze Wielkiej Nowenny Fatimskiej, w tym oczywiście media, za swoje zobowiązanie przyjęli propagowanie nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca, dzięki któremu wypełnia się Fatima. – Świadomość zagrożeń i wojny, jakie zło wypowiedziało Kościołowi, rodzinie i Polsce, winna nas skłaniać do poważnego potraktowania wezwania z Fatimy. Nie możemy dłużej lekceważyć żądań Matki Bożej z Fatimy – podkreśla dyrektor Sekretariatu Fatimskiego w Zakopanem.

Wśród około 3 milionów osób, które włączyły się w duchowe przygotowanie do obchodów stulecia objawień fatimskich poprzez Wielką Nowennę Fatimy, było też bardzo dużo Polonii.

– Widziałbym tę Wielką Nowennę jako ogromne odnowienie duchowe, zjednoczenie Polonii, co też przełożyło się na ten wymiar materialny, np. odnowienia naszego kościoła polonijnego, najstarszego w Kalifornii – podkreśla uczestniczący w pielgrzymce kapłanów ks. Rafał Dyguła, chrystusowiec. Proboszcz parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Los Angeles, kustosz sanktuarium Jana Pawła II zwraca uwagę, że od tego czasu w jego parafii rozpoczęło się odmawianie co tydzień przed Sumą Różańca z litanią do św. Jana Pawła II. Jako owoc nowenny widzi też powstanie dwa lata temu w parafii sanktuarium Jana Pawła II i koronacji wizerunku Matki Bożej. – Na pewno przyniosło to wielkie dobro duchowe, rozbudzenie modlitewne parafian – podkreśla.

 


 

 

Jesteśmy w połowie drogi

Nasz Dziennik, 21 listopada 2017 r.

Sławomir Jagodzińska, Fatima

 

Nie wypełniliśmy tego, o co prosiła Matka Boża w Fatimie. Jesteśmy dopiero w połowie drogi. W związanych z orędziem fatimskim hiszpańskich miastach Pontevedra i Tui polscy księża mogli na nowo rozważyć, to, do czego tak naprawdę wezwała nas w czasie objawień fatimskich Maryja.

 

Bezprecedensowy charakter trwającej od 13 listopada kapłańskiej pielgrzymki śladami wizjonerów fatimskich polega na tym, że nie ogranicza się ona jedynie do sanktuarium w Fatimie i jego okolic. – Są osoby i miejsca, które w znaczny sposób poszerzają spojrzenie na to, co się wydarzyło już ponad sto lat temu w Fatimie i jakie przesłanie z tych wydarzeń płynie do nas dziś – podkreśla ks. Krzysztof Czapla, duchowy przewodnik pielgrzymki. Do takich miejsc należą hiszpańskie miasta Pontevedra i Tui.

 

Dlaczego Hiszpania?

Jak to się stało, że siostra Łucja trafiła poza granice Portugalii? Związane to było m.in. z tym, że od 1910 r. po zwycięstwie antykatolickiej republikańskiej rewolucji rząd portugalski skasował wszystkie zgromadzenia zakonne w kraju. Jak wiemy, dwoje wizjonerów fatimskich, Franciszek i Hiacynta, bardzo szybko po objawieniach w 1917 r. zmarło. Łucja w 1921 r. na polecenie ówczesnego biskupa Leirii pojechała do Porto. Tam przyjęto ją do ochronki prowadzonej przez Siostry św. Doroty. Nikt nie wiedział, że jest ona widzącą z Fatimy. Proszono, aby nie ujawniała swojej prawdziwej tożsamości. Wówczas Łucja odwiedziła też kilka razy sanktuarium Dobrego Jezusa na wzgórzu w Bradze. Ostatecznie zdecydowała, że będzie siostrą zakonną.

 

Pontevedra, kaplica i miejsce objawień 10 grudnia 1925r.;  foto:Sławomir Jagodziński, "Nasz Dziennik"

 

Powołanie

W Portugalii wstąpienie do zakonu nie było możliwe. 24 października 1925 r. przybyła do Tui w Hiszpanii. I następnego dnia rozpoczęła postulat w domu sióstr doroteuszek, ale już w jeszcze bardziej oddalonej od Portugalii Pontevedrze. W następnym roku powróciła do Tui i tam zaczęła nowicjat.

3 października 1928 r. Łucja złożyła śluby czasowe w zgromadzeniu Sióstr św. Doroty, a w 1934 r. śluby wieczyste. Jeszcze raz wróciła do Pontevedry, a w 1937 r. z powrotem do Tui. W 1946 r. wreszcie Łucja powraca z Hiszpanii do Portugalii, do miejscowości Vila Nova de Gaia k. Porto, gdzie w kolegium doroteuszek pracowała jako nauczycielka. W tym roku pojechała też do Fatimy. Aż wreszcie w marcu 1948 r. za specjalną zgodą Papieża wstąpiła do klasztoru karmelitańskiego i przyjechała do Coimbry. Tam już pozostała aż do śmierci w 2005 r.

 

Rosja i soboty

Podobnie jak wcześniej w klasztorze karmelitańskim w Coimbrze, tak później w sanktuarium Dobrego Jezusa w Bradze polscy księża pielgrzymujący śladami wizjonerów fatimskich odprawili Mszę św. Eucharystię koncelebrowali również w kaplicy dawnego domu sióstr doroteuszek w Pontevedrze w Hiszpanii. Do niedawna nie było tam żadnych sióstr zakonnych. Od kilku miesięcy są trzy siostry ze Zgromadzenia Słowa Wcielonego przybyłe z Argentyny.

W domu są dwie kaplice, większa na parterze i mniejsza na piętrze w celi klasztornej, gdzie przebywała siostra Łucja. I ta mniejsza kaplica jest miejscem objawienia się Matki Bożej w 1925 r.

– W tym domu zakonnym przychodzi Maryja wraz z Dzieciątkiem Jezus, a właściwie młodzieńcem Jezus, kilkuletnim chłopcem. Jezus mówi w ten sposób: Mniej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki. Jezus, pokazując na Maryję, mówi: „To jest Twoja Matka. A gdy Matka cierpi, to jak powinno się zachować dziecko?”. Mamy tu porządek nie rozumu, ale porządek serca – wskazywał w tym szczególnym miejscu ks. Krzysztof Czapla.

Dlaczego to takie ważne? Jeszcze w 1917 r. w czasie lipcowego objawienia w Fatimie Maryja zapowiedziała, że przybędzie, aby prosić o poświęcenie Rosji swemu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Powiedziała wówczas: „Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła”.

Maryja przybywa w 1925 r. do Pontevedry, a potem w 1929 r. do Tui i tam prosi o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu i podaje szczegóły dotyczące nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca.

– Popatrzmy, Maryja prosi o poświęcenie Rosji i wynagradzające soboty. Rosja została poświęcona według wskazań Maryi 25 marca 1984 r. przez Jana Pawła II. A co z pierwszymi sobotami? Jesteśmy dopiero w połowie drogi – zwraca uwagę ks. Krzysztof Czapla.

W mieście Tui Matka Boża ukazała się wraz z całą Trójcą Przenajświętszą i z tego miejsca prosiła o poświęcenie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. W miejscu tym w klasztorze jest kaplica, ale oryginalne wyposażenie zostało dawno temu przewiezione do Pontevedry. Jakichś pamiątek z pobytu tutaj siostry Łucji już nie ma.

– Będąc w tych miejscach związanych z objawieniami dotyczącymi Rosji i pierwszych sobót wynagradzających, słuchając o prośbie Maryi związanej z poświęceniem Rosji przypomniałem sobie taką myśl, którą wypowiedział jeden z księży pracujących na Ukrainie: Żeby się modlić za Rosję, to trzeba tę Rosję najpierw kochać – zwraca uwagę ks. Jarosław Gąsiorek, kustosz sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Winnicy na Ukrainie. W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mówi, że jeśli Maryja prosiła o poświęcenie Rosji – to jest jedyny kraj, który wymieniła imiennie – to nie tylko dlatego, że z tego kraju tyle zła wyjdzie, ale też i z tego powodu, że jest on jakoś też szczególnie bliski Maryi. – Warto, abyśmy myśląc o Rosji, a wtedy to też były ziemie dzisiejszej Ukrainy, Białorusi… mieć to na uwadze. Żeby nasza modlitwa i nasze ofiary były skuteczne za ten kraj, trzeba się najpierw odnieść do niego z miłością. Tak jest z nami, którzy tam duszpasterzujemy. Nic nie zdziałamy, jak najpierw nie pokochany tych ludzi – podkreśla ks. Gąsiorek

 

Tuy, Dom Sióstr Doroteuszek oraz kaplica-miejsce objawień 13 czerwca 1929r.;  foto:Sławomir Jagodziński, "Nasz Dziennik"

 

Pierwsze soboty

Podczas objawień właśnie w Tui i Pontevedrze Maryja podała szczegóły dotyczące nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca. Aby spełniła się prośba Matki Bożej, musi mieć ono charakter wynagradzający, a konieczne cztery warunki jego wypełnienia to: spowiedź (przy czym może ona się odbyć wcześniej, jednak już w duchu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Maryi), Komunia święta, jedna część Różańca, medytacja przynajmniej nad jedną tajemnicą różańcową. Bardzo ważne jest to, aby przy poszczególnych krokach, każdy indywidualnie wzbudzał w sobie intencję zadośćuczynienia za zniewagi ludzi wobec Niepokalanego Serca Maryi.

Ksiądz Krzysztof Czapla zachęca nie tylko kapłanów, aby uczynić wszystko, by nasza gorliwość związana ze stuleciem Fatimy nie osłabła. Chodzi o to, aby owocem jubileuszu stało się jeszcze większe apostołowanie na rzecz nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca.

 


 

 

Rozpoznany po różańcu

Nasz Dziennik, 22 listopada 2017 r. wydanie internetowe

Sławomir Jagodziński, Fatima

 

Różaniec znaleziony w trumnie św. Franciszka Marto przyczynił się do jego identyfikacji. Podkreśliła to s. Angela Coelho ASM, postulator procesu kanonizacyjnego dzieci fatimskich, na spotkaniu w Fatimie z polskimi księżmi, którzy wczoraj zakończyli swą dziewięciodniową pielgrzymkę śladami wizjonerów fatimskich. Na najważniejsze wymiary orędzia fatimskiego zwrócił też duchownym uwagę rektor tego narodowego sanktuarium Portugalii ks. Carlos Cabecinhas.

 

Sistra Angela Coelho ASM w czasie spotkania z księżmi zaangażowanymi w apostolat fatimski zwróciła uwagę na główne rysy osobowości dzieci fatimskich. Szczególnie scharakteryzowała św. Franciszka Marto.

– Franciszek był wspaniałym, wyjątkowym chłopcem, o bogatym życiu wewnętrznym. On nam pomaga osiągnąć bliskość z Bogiem. Ale nie jest łatwo go poznać. Łatwiej jest poznać Łucję czy Hiacyntę.

 

Misja Franciszka

Sistra postulatorka przypomniała pewne pytanie, które do Franciszka skierowała kiedyś Łucja: „Franciszku, co ty chciałbyś zobaczyć?”. I możemy tu usłyszeć odpowiedź, która pokazuje, jak ten chłopiec miał w głowie i sercu poukładaną hierarchię. Franciszek odpowiada tak: „Bardzo byłem zadowolony, gdy zobaczyłem anioła, jeszcze bardziej byłem zadowolony, gdy zobaczyłem Matkę Bożą, ale najbardziej byłem zadowolony z tego, gdy zobaczyłem Jezusa w tym świetle, którym mnie Matka Boża obdarzyła. Tak bardzo kocham Boga, ale On jest taki smutny, gdybym tylko mógł Go pocieszyć”.

– Takie było powołanie Franciszka, pocieszanie Pana Jezusa. I to jest misja, którą on podejmuje tu, na ziemi, ale także uważał, że taką samą misję będzie miał w wieczności – podkreśla s. Coelho. I tu przywołuje kolejne wydarzenie z życia Franciszka. Gdy umierał, Łucja przekazuje mu wiele różnych intencji. Mówi: Franciszku, jak pójdziesz do nieba, pomódl się za to, za tamto i za coś jeszcze… I on odpowiada: „Łucjo, o te rzeczy to lepiej poproś Hiacyntę, ponieważ ja jak przyjdę do nieba, to zapomnę o tym wszystkim. Dlatego że jak zobaczę Jezusa, to chcę Go tylko pocieszać”.

– Franciszek był cały czas napełniony tym pragnieniem pocieszania Boga. Łucja pytała go czasem: „Co ty teraz robisz?” Odpowiadał: „Myślę o Bogu”. W ten sposób Franciszek uczy nas, jakie powinniśmy dać miejsce Bogu w naszym życiu: to powinno być najważniejsze, centralne miejsce. Franciszek uczy nas, jak odróżnić to, co najważniejsze, od tego, co poboczne – podkreśla postulatorka procesu kanonizacyjnego dzieci fatimskich.

 

Różańcowy znak

Franciszek prawie każdego dnia spędzał całe przedpołudnie przed tabernakulum. W ten sposób uczy nas, jak adorować Chrystusa Eucharystycznego. To była jego jedyna szkoła, a z kolei jego jedyną nauczycielką była Matka Boża Różańcowa. Właśnie tak się przedstawiła Maryja w czasie objawienia w październiku 1917 r.

Franciszek stał się apostołem Różańca nawet po śmierci.

Przypomnijmy, co się wydarzyło w 1951 r., kiedy ciała dzieci fatimskich miały być przeniesione z cmentarza parafialnego w Fatimie do bazyliki Matki Bożej Różańcowej. Wszystko było przygotowane dla Franciszka i Hiacynty.

Jeżeli chodzi o Hiacyntę, było wiadomo bez żadnych wątpliwości, gdzie ona była pochowana. W przypadku Franciszka trzeba było poprosić ojca, aby dokładnie wskazał, gdzie chłopiec leży. Bo w 1919 r., gdy Franciszek umierał, umarło też bardzo dużo innych dzieci – była epidemia.

Ojciec wskazał miejsce, rozkopano grób, znaleziono trumnę dziecięcą, ale lekarze powiedzieli, że to nie może być Franciszek. W trumnie było dziecko, które miało 2-3 latka. Dlatego właśnie pojawiła się taka sytuacja, że w tym roku przeniesiona została tylko Hiacynta. Co zrobić z Franciszkiem, którego ciała nie można znaleźć?

I co się stało? Ojciec zapomniał, że na trumnie Franciszka po jakimś czasie zostało pochowane jeszcze jedno dziecko. Kopią głębiej, i rzeczywiście wydobywają trumnę. W trumnie są same kości, ale ojciec twierdzi, że to jest Franciszek. Pytanie do ojca: „Ale skąd pan wie, przecież to same kości?”. On był pewny, że to Franciszek, bo w stanie nienaruszonym był jego różaniec. – Ten różaniec to był jedyny różaniec, jaki miał w swoim krótkim życiu Franciszek. I on przede wszystkim posłużył do identyfikacji ciała. Nie może to być zbieg okoliczności. To był jakby podpis Matki Bożej Różańcowej. Jakby Matka Boża chciała nam powiedzieć, że różaniec jest ważnym znakiem naszej chrześcijańskiej tożsamości – podkreśliła s. Coelho.

 

Jak Jezus

Hiacynta z kolei z tym swoim egocentrycznym, skierowanym na siebie serduszkiem, potem otwiera się na cały świat. W opinii siostry Angeli jest pewne wydarzenie, które bardzo dokładnie charakteryzuje Hiacyntę. Pewnego dnia, kiedy dzieci były ze swoimi owcami na pastwisku, Hiacynta wzięła małego baranka i trzymała go na rękach. Łucja ją pyta: „Dlaczego ty niesiesz tego baranka”. I Hiacynta odpowiada: „Robię to tak, jak to robił Pan Jezus. Ponieważ na obrazku, który dostałam, Pan Jezus trzyma na rękach baranka i jest otoczony innymi owcami”.

– Zobaczmy, czego się uczymy od tych dwojga dzieci. Franciszek to jest taka postawa, wszystko, co robię, robię z myślą o naszym Panu. Hiacynta – wszystko, co robię, robię jak Pan Jezus. U Franciszka mamy modlitwę i wymiar bardziej kontemplacyjny, a u Hiacynty wymiar bardziej aktywny naszego życia. Zatem kim powinien być ksiądz, siostra zakonna czy osoba świecka: tym, kto myśli o Panu Jezusie i czyni jak Pan Jezus, kimś, kto się modli i kimś, kto w swoim życiu stara się naśladować Pana Jezusa. Taka jest świętość pastuszków, na tym ona polega – wskazała s. Coelho.

 

Cnota posłuszeństwa

Pytana o proces beatyfikacyjny siostry Łucji, s. Coelho nie ukrywała, że chociaż toczy się on już na szczeblu watykańskim, to jednak ogrom materiału, listów siostry Łucji powoduje, że on jeszcze jakiś czas potrwa. Zwróciła natomiast uwagę na pewną cechę, która charakteryzuje z kolei tę trzecią wizjonerkę fatimską.

– Papież Benedykt XVI definiuje miłość jako wierność w czasie. Łucja była wierna przez ponad 80 lat. Była wierna misji, która tylko jej przyniosła cierpienie. Ja nie byłabym w stanie znieść tego, co ta kobieta znosiła, ani w taki sposób jak on cierpiała – wyznała wicepostulatorka jej procesu beatyfikacyjnego. Wskazała jednocześnie na zdanie z Listu św. Pawła do Hebrajczyków, które najbardziej charakteryzuje Łucję, że Chrystus był posłuszny do śmierci i to śmierci na krzyżu.

– Jeżeli jest jakaś cnota, która spowoduje, że siostra Łucja zostanie świętą, to jest właśnie cnota posłuszeństwa. Posłuszeństwo wobec Kościoła: w osobie swojej matki przełożonej, prowincjała karmelitów w Portugalii, biskupa Coimbry, nuncjusza apostolskiego i posłuszeństwo Watykanowi. Łucja przez wiele lat musiała być posłuszna wszystkim tym wymienionym osobom i instytucjom – podkreśliła s. Coelho. Zatem siostra Łucja jest człowiekiem wielkiego posłuszeństwa i z tego powodu może stać się świętą daną nam na nasze czasy, w których cnota posłuszeństwa nie jest w cenie.

 

Fatimska Polska

Zbliżając się do końca swej fatimskiej pielgrzymki, polscy kapłani spotkali się także z rektorem portugalskiego sanktuarium ks. Carlosem Cabecinhasem. – Nie było żadnego innego kraju, żadnego innego Narodu, który tak wpisał się w obchody stulecia objawień fatimskich jak Polska – podkreślił ksiądz rektor, zwracając się do 32 polskich kapłanów w budynku rektoratu w sanktuarium. Wspomniał przede wszystkim dzieło dziewięcioletniej Wielkiej Nowenny Fatimskiej, której świadectwem jest Złota Księga z osobami, wspólnotami i instytucjami, które się w nią włączyły. Ta Księga została w niedzielę uroczyście przekazana do sanktuarium. – To był wspaniały znak modlitewnej drogi, jaki przeszedł wasz kraj do obchodów stulecia – mówił z uznaniem ksiądz rektor.

Nawiązując do zakończonego jubileuszu fatimskiego, wskazał na pewne wymiary orędzia fatimskiego, które będą nadal podejmowane w życiu sanktuarium. Po pierwsze to absolutnie centralna rola Boga w Trójcy Jedynego. – Matka Boża najpierw mówiła nam o Bogu, zanim zaczęła mówić o samej sobie. Dlatego całe orędzie fatimskie prowadzi nas do takiego stwierdzenia, że to Bóg powinien mieć najważniejsze miejsce w naszym życiu – wskazywał ksiądz rektor.

Jako drugi aspekt aktualności orędzia fatimskiego wskazał kwestię pokoju. – Sto lat po objawieniach ciągle powołani jesteśmy do tego, aby się modlić o pokój i mieć nadzieję, że ta nasza modlitwa ma wartość i ma swoją silę – powiedział ks. Cabecinhas.

I na koniec to, co ogarnia całe to orędzie fatimskie, to nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi, które ma na celu wynagrodzenie. – Matka Boża, przedstawiając nam swoje Niepokalane Serce, ukazuje nam je jako drogę do Boga. Ona jest tą drogą, dlatego że nam łatwiej jest naśladować Jej czyny, Jej postępowanie – wskazywał rektor sanktuarium w Fatimie. Pytany o łaski i cuda, które dokonują się w sanktuarium, podkreślił, że słynie ono przede wszystkim z cudów duchowych i nawróceń.

 

 

 

Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony! .